Jolanta Kaszubska - chciała tańczyć zanim nauczyła się chodzić. Marzyła o karierze primabaleriny w Teatrze Wielkim w Warszawie, jednak rodzice nie zgodzili się na szkołę baletową, więc pozostało ognisko baletowe w Gliwicach. Później w szkole średniej tańczyła w parze ze starszym bratem taniec towarzyski - dotarła nawet do klasy C, ale to bardziej dzięki determinacji brata niż jej, szukając dalej właściwej dla siebie formy ekspresji w tańcu: próbowała swoich sił w tańcu nowoczesnym, a na studiach ekonomicznych w zespole tańca folklorystycznego. Macierzyństwo i kariera zawodowa odciągnęły ją na długie lata od tańca, chociaż towarzyszył przy zwykłych codziennych zajęciach dając chwile wytchnienia. Powróciła do tańca zaczynając od flamenco na warsztatach u Olgi Raut w Warszawie, potem na cotygodniowych zajęciach we Wrocławiu - tam zetknęła się z tańcem orientalnym i od tego czasu taniec pochłonął ją bez reszty. Właśnie taniec orientalny okazał się tym środkiem wyrazu, który pozwala najlepiej uzewnętrznić smutek i radość, utrzymać aktywność, poprawić zdrowie, odmłodnieć. To pasja, która towarzyszy codziennie przez 24 godziny na dobę.
Jeździ na szkolenia i warsztaty taneczne w kraju i zagranicą, poznając nowe kroki, nowe rytmy, nowe tańce - bo taniec orientalny ma setki barw i odcieni. Największy wpływ na jej taniec miała Layla Abdel z Czech, u której uczyła się techniki, rytmów, pierwszych choreografii pozostając do dzisiaj jej ulubioną nauczycielką tańca. Wdzięczna jest również za wiedzę zdobytą u wspaniałych polskich tancerek: Bassimah, Donyi - Rashidy, Rashy. Kiedy tylko nadarza się okazja uczestniczy w warsztatach tanecznych organizowanych między innymi przez: Delilę- Czechy, Ehaba Atia- Niemcy, Maral- Niemcy, Bri Harley- USA/Czechy, Rene Milgrom- Czechy, Magdy El-Leisy- Egipt/Niemcy, Mayyadah- Niemcy i wielu innych, których nie sposób wyliczyć, ale od każdego z nich czerpie nową wiedzę, ciągle rozwijając się i ucząc pokory - bo taniec to sztuka, w której nigdy nie można powiedzieć: dość, już wszystko umiem.
Próbuje również swoich sił w innych technikach tanecznych: cudowne tańce w kręgu (greckie, żydowskie, szkockie) pod opieką wspaniałej propagatorki tych tańców w Polsce - Ireny Konachowicz z Wrocławia, flamenco u Agaty Makowskiej, tańca hawajskiego uczestnicząc w warsztatach Małgorzaty Szokalskiej i Magdy Motak.
Yallah - to imię przylgnęło do niej podczas poznawania tajników tańca orientalnego w Egipcie, tak trochę śpiewnie wymieniano polskie imię - Jola. Słowo to znaczy po arabsku: dalej, pośpieszmy się i Jola też dalej śpieszy się, by poznawać nowe tańce i style taneczne, a także by zaszczepić swoją miłość i pasję innym, dziękując wszystkim swoim nauczycielom za poświęcony czas i naukę tylu wspaniałych tańców.
 |